Warning: "continue" targeting switch is equivalent to "break". Did you mean to use "continue 2"? in /home/blazej/domains/blazejczak.eu/public_html/kopruch/wp-content/plugins/seo-ultimate/modules/class.su-module.php on line 1195
Początki mego obrzydliwego bogactwa | Kopruch

Początki mego obrzydliwego bogactwa

(wyzna­nia mło­de­go „biz­nes­me­na”, któ­ry Śląską Ziemię wybrał za swo­ją na dal­sze życie)

Inquisitive hens

Opowiem Wam o począt­kach mej obrzy­dli­wej for­tu­ny. Był rok 2010, gdy okrut­na zima zawład­nę­ła wszel­ki­mi poczy­na­nia­mi ludz­ki­mi. Byłem też pod jej wła­dzą i dodat­ko­wo pogrą­żo­ny w prze­ogrom­nej świa­do­mo­ści bie­dy mate­rial­nej. Miałem za to bogac­two pomy­słów na rychłe, pew­ne i nie­od­wra­cal­ne wzbo­ga­ce­nie się. Wrodzona skrom­ność wzbra­nia­ła mi sko­rzy­stać z tych genial­nych pomy­słów. W pew­nym momen­cie — zapo­mnie­nia chwi­lo­we­go — zaczą­łem pod­świa­do­mie roz­wa­żać poważ­nie jeden z mych praw­dzi­wie genial­nych pomy­słów. Otóż posta­no­wi­łem wzbo­ga­cić się na hodow­li, na gastro­no­mii, na rol­nic­twie i na han­dlu zagra­nicz­nym w jed­nym nowo powo­ła­nym prze­ze mnie kon­cer­nie. Miałem wszyst­ko genial­nie obmy­śla­ne, aż do pusz­cze­nia mych akcji na gieł­dę. Za zaosz­czę­dzo­ne pie­nią­dze na nie­pa­le­niu papie­ro­sów kupi­łem kurę rasy NIOSKA. Pieniądze zaosz­czę­dzi­łem genial­nym spo­so­bem — mego pomy­słu (jak wszyst­ko). Moi kole­dzy w pra­cy wyda­wa­li na papie­ro­sy 300 zł mie­sięcz­nie. Ja, jako nie­pa­lą­cy nigdy, odkła­da­łem i trzy­ma­łem tę kwo­tę w kącie poko­ju, co się w ban­ko­wo­ści nazy­wa: na kon­cie. Za te walo­ry naby­łem w/w kurę rasy NIOSKA. Jako bystry i prag­ma­tycz­ny czło­wiek wie­dzia­łem, iż kury wygrze­bu­ją jedze­nie – zwa­ne kar­mą, a będą­ce po pro­stu dżdżow­ni­ca­mi — spod zie­mi. Kupiłem więc parę wor­ków zie­mi, ale nie było w niej ulu­bio­nych przez kury dżdżow­nic. Dżdżownice zaczą­łem hodo­wać w osob­nym ter­ra­rium, kar­miąc je zwię­dły­mi liść­mi roślin. Jako, że nie mia­łem zwię­dłych liści, to kupi­łem w kwie­ciar­ni (może to była kwia­ciar­nia?) kil­ka dorod­nych kwia­tów donicz­ko­wych i w mikro­fa­lów­ce dopro­wa­dza­łem świe­że liście i kwiat­ki do sta­nu zwiędło–suszonego. Po kil­ku tygo­dniach docze­ka­łem się całej kolo­nii dorod­nych dżdżow­nic. Aby pro­ces kar­mie­nia NIOSKI był podob­ny do natu­ral­ne­go, zako­py­wa­łem dżdżow­ni­ce w war­stwie zie­mi dorod­no-rod­nej i moja kur­ka zgrab­ny­mi rucha­mi pazur­ków doby­wa­ła je na powierzch­nię i szyb­ko zja­da­ła. Obserwując te kurze kopa­nie zauwa­ży­łem, iż zbyt szyb­kie poły­ka­nie przez mą kur­kę dżdżow­nic koń­czy­ło się ich (tych dżdżow­nic) jesz­cze szyb­szym wyła­że­niem na zewnątrz kury przez tyl­ny otwór kurzy. Moja rezo­lut­na kur­ka pora­dzi­ła sobie w ten spo­sób z utra­tą czę­ści kar­my, iż co śmi­glej­sze dżdżow­ni­ce — aby je zmy­lić — wkła­da­ła zgrab­nym ruchem w swój otwór tyl­ny. Ta meto­da wywo­ła­ła pożą­da­ny sku­tek zawro­tu gło­wy u dżdżow­nic i one zagu­bio­ne, nie mogąc zna­leźć dro­gi uciecz­ki, pozo­sta­wa­ły w mej kurze.

Zacząłem pro­ces repro­duk­cji, któ­ry począt­ko­wo nie przy­no­sił ocze­ki­wa­ne­go kurze­go potom­stwa. Zwróciłem się do pro­fe­sjo­nal­ne­go insty­tu­tu inse­mi­na­cji zwie­rzę­cej z proś­bą o facho­wą eks­per­ty­zę dot. bra­ku kurzej pro­kre­acji. Sążnistą eks­per­ty­zę posia­dłem po pół­rocz­nym okre­sie szcze­gó­ło­wych badań nad przy­czy­ną zasto­ju pro­kre­acyj­ne­go u mej kur­ki. Wcześniej życz­li­wa sąsiad­ka z zapło­cia ogród­ko­we­go powie­dzia­ła mi rzecz tyle nie­ocze­ki­wa­ną co banal­ną w tre­ści, iż temu może zara­dzić dorod­ny kogu­cik jeśli posia­da spraw­ny ogo­nek. Nieznającym niu­an­sów kurze­go rodu wyja­śniam, iż ogo­nek u kogu­ci­ka to jego tyl­na kolo­ro­wa część falu­ją­ca na wie­trze. Jako nie­po­sia­dacz rze­czo­ne­go ogon­ka — tfu! — kogu­ci­ka, wypo­ży­czy­łem go u tej miłej sąsiad­ki z zapło­cia. Chciała mi nawet zapo­dać i zade­mon­stro­wać instruk­cję obsłu­gi kogu­ci­ka i zaczę­ła się wdra­py­wać na nasz gra­nicz­ny pło­tek, ale choć jestem ciem­ny, to prze­cież nie tak wyobra­ża­łem sobie szko­le­nie biz­ne­so­we. Podziękowałem sąsiad­ce za dobre chę­ci. Obserwując potem dzia­łal­ność kogu­ci­ka, byłem wstrzą­śnię­ty spo­so­bem, try­bem i czę­sto­tli­wo­ścią dzia­łań tego pta­ka.

Otrzymana po pół­rocz­nym ocze­ki­wa­niu facho­wa eks­per­ty­za w całej roz­cią­gło­ści potwier­dzi­ła słusz­ność rad mej sąsiad­ki, czym umoc­ni­łem w sobie prze­ko­na­nie o przy­sło­wio­wej mądro­ści ludo­wej. Po korzyst­nym dla mnie i mej kur­ki roz­wo­ju wypad­ków w dal­szym łań­cu­chu pokar­mo­wo-roz­rod­czym poja­wi­ły się jaj­ka, któ­re umiesz­cza­łem w zaku­pio­nym inku­ba­to­rze dopro­wa­dza­jąc do wyklu­wa­nia się następ­nych kurzych egzem­pla­rzy. I tak zaczę­ły się lek­ko inspi­ro­wa­ne cykle pro­kre­acyj­ne. Te cudow­ne cykle powta­rza­łem tysią­ce razy i za każ­dym z tych razów mia­łem wię­cej kurzych egzem­pla­rzy, co dopro­wa­dzi­ło w krót­kim cza­sie do nad­mier­nej ich ilo­ści. Zmuszony byłem sprze­da­wać nie­miesz­czą­ce się w mym lokum kury wyspe­cja­li­zo­wa­nym odbior­com chiń­skim jak rów­nież odkła­da­ne przez lata nie­za­płod­nio­ne kurze jaja. Ten pro­ce­der po pięć­dzie­się­ciu latach dopro­wa­dził mnie do olbrzy­mie­go bogac­twa i mając tego świa­do­mość posta­no­wi­łem iść na całość kupu­jąc sobie w spe­cja­li­stycz­nym skle­pie kurę pie­czo­ną. Pierwszy raz skosz­to­wa­łem mię­sa z tego gatun­ku kur. Było to coś wspa­nia­łe­go! Postanowiłem więc zmie­nić rodzaj hodow­li z kur NIOSEK na kury PIECZONKI. Zleciłem ame­ry­kań­skie­mu insty­tu­to­wi mody­fi­ka­cji gene­tycz­nej wykre­owa­nie mi takie­go gatun­ku kury.

W chwi­li obec­nej cze­kam na przy­sła­nie mi roz­rod­cze­go sta­da kur PIECZONEK. Akcje mej Firmy „KUR-KA” umie­ści­łem w Chińskim Banku „Bank Huabei”. Jeśli przy­nio­są zysk, to pój­dę jesz­cze dalej i każę sobie kupić egzem­plarz pie­czo­ne­go indy­ka i dostar­czyć go do mego obec­ne­go miej­sca poby­tu w insty­tu­cie geria­trii mody­fi­ko­wa­nej.

… a o żało­snym koń­cu mego bogac­twa opo­wiem Wam innym razem.

Permalink do tego artykułu: http://kopruch.blazejczak.eu/2011/10/poczatki-mego-obrzydliwego-bogactwa/