Reforma systemu małżeńskiego

Time to go home

Moja żona poszła w zeszłym sezo­nie na zasłu­żo­ną eme­ry­tu­rę po 40 latach dzia­łal­no­ści urzęd­ni­czej. Ta dzia­łal­ność była jej całym świa­tem, w któ­rym się reali­zo­wa­ła w całej peł­ni intym­ne­go życia urzęd­ni­cze­go. Zarządzenia, instruk­cje, pole­ce­nia, regu­la­mi­ny, akty nor­ma­tyw­ne, ugo­dy, czyn­no­ści cywil­no-praw­ne, poro­zu­mie­nia admi­ni­stra­cyj­ne, nie­wład­cze for­my dzia­ła­nia admi­ni­stra­cji i wie­le jesz­cze innych form ukry­tych pra­gnień urzęd­ni­czych zapeł­nia­ły świat real­ny mej żon­ki. Całą resz­tą orga­ni­za­cji nasze­go życia rodzin­ne­go zaj­mo­wa­łem się ja – mąż z aspi­ra­cja­mi od przy­ziem­nych do nie­bo­tycz­nych. Muszę przy­znać spra­wie­dli­wie, iż do mych rzą­dów żona się przy­zwy­cza­iła i wyzna­wa­ła — akcep­to­wal­ną prze­ze mnie — nie­in­ge­ren­cję w mą dome­nę.

Praca urzęd­ni­cza wypeł­nia­ła jej całą potrze­bę speł­nie­nia życio­we­go. Diametralnie się wszyst­ko zmie­ni­ło gdy ten świat urzęd­ni­czy wypluł ją na bocz­ny tor eme­ry­tal­nej bez­czyn­no­ści. Przez pierw­sze mie­sią­ce trak­to­wa­ła tę zmia­nę jako zna­ne jej okre­sy urlo­po­we. Ale po roku bez­czyn­no­ści urzęd­ni­czej zaczął się u niej kry­zys dosto­so­waw­czy, któ­ry był dla niej wiel­kim zasko­cze­niem. Tak mnie­mam. Nie podej­mu­je żad­nych decy­zji admi­ni­stra­cyj­nych, nie reali­zu­je żad­nych czyn­no­ści cywil­no-praw­no-admi­ni­stra­cyj­nych i nie robi rze­czy, któ­re były sen­sem jej życia urzęd­ni­cze­go. Wpadła w roz­pacz bez­den­ną.

Któregoś dnia o poran­nej godzi­nie urzę­do­wa­nia wezwa­ła mnie wład­czym i strasz­nym tem­brem gło­su do sta­wie­nia się nie­zwłocz­ne­go przed jej obli­cze. Zdumiony, wystra­szo­ny i cie­ka­wy z opusz­czo­ną szczę­ką wysłu­cha­łem jej eks­po­ze.

Kochany! (tak zaczę­ła) Muszę Cię niniej­szym powia­do­mić o zamie­rzo­nej prze­ze mnie refor­mie nasze­go nie­upo­rząd­ko­wa­ne­go życia mał­żeń­sko-rodzin­ne­go. Od dziś w każ­dej spra­wie będziesz się do mnie zwra­cał na piśmie z dokład­nym wyszcze­gól­nie­niem każ­dej zamie­rzo­nej czyn­no­ści. W opi­sie tym — zgod­nym z wzo­ra­mi pism praw­nych — wyszcze­gól­nisz swe zamia­ry poda­jąc ich uza­sad­nie­nie rze­czo­wo — praw­ne. Jeśli nie będziesz sobie mógł pora­dzić z ich napi­sa­niem, możesz sko­rzy­stać z facho­wej pora­dy biur praw­nych lub (w dro­dze szcze­gól­nych wzglę­dów jako zaj­mu­ją­cy etat męża) po godzi­nach mego urzę­do­wa­nia zwró­cić się do mnie z proś­bą pomo­cy dorad­czej. Tu dołą­czam Ci cen­nik.

Dalszych mądrych słów jej prze­mó­wie­nia dwu­go­dzin­ne­go już nie pamię­tam, bowiem wpa­dłem w otchłań gro­zy przed nowum jakie na mnie cze­ka­ło. Od tej chwi­li nasze życie mał­żeń­sko — rodzin­ne zmie­ni­ło się dia­me­tral­nie. Wszystkich aspek­tów tej zmia­ny nie ogar­niam już pamię­cią, więc zapo­dam tyl­ko parę.

Nad drzwia­mi pokoi i mebla­mi zawie­szo­ne zosta­ły sto­sow­ne napi­sy:
nad drzwia­mi wej­ścio­wy­mi – BIURO POTRZEB ŻYCIOWYCH,
nad drzwia­mi kuchen­ny­mi – STOŁÓWKA ZAKŁADOWA,
nad drzwia­mi poko­ju gościn­ne­go – SALA KONFERENCYJNA,
nad drzwia­mi sypial­ni – POKÓJ RELAKSACYJNY, MĘSKO-DAMSKI,
nad drzwia­mi daw­ne­go poko­ju cór­ki – SALA WYKŁADOWA,
nad łóż­ka­mi — MENWOMEN,
nad drzwia­mi ubi­ka­cji – GABINET ULGI,
na kla­pie sede­su – PUNKT ASENIZACYJNY,
nad drzwia­mi łazien­ki — POMIESZCZENIE HIGIENY INTYMNEJ,
nad wan­ną – NACZYNIE ABLUCJI CODZIENNEJ (godzi­ny uży­wa­nia),
nad kre­den­sem – SPRZĘT KUCHENNY (wykaz zawar­to­ści),
nad zle­wo­zmy­wa­kiem – PUNKT CZERPALNY WODY PRZEMYSŁOWEJ.
Więcej nie pamię­tam.

Wszystkie moje pisma w spra­wach życio­wych, jak: apro­wi­za­cja w środ­ki spo­żyw­cze, ubio­ro­we, rekre­acyj­ne, roz­ryw­ko­we i intym­no-mał­żeń­skie, były zała­twio­ne odmow­nie z powo­du bra­ków popraw­ne­go praw­nie uza­sad­nie­nia. Po pół­rocz­nym okre­sie prób­nym zosta­łem prze­nie­sio­ny w stan odpo­czyn­ku mocą decy­zji admi­ni­stra­cyj­nej do Powiatowego Szpitala dla osób nie­przy­sto­so­wa­nych do życia w znor­ma­li­zo­wa­nym świe­cie porząd­ku publicz­ne­go.

Jeśli ten list dotrze (przez opie­ku­na psy­cho­lo­gicz­ne­go) do Waszej Redakcji, to pro­szę o nie­pu­bli­ko­wa­nie go, bo jak­by go prze­czy­ta­ła moja urzęd­nicz­ka, to gro­zi mi postę­po­wa­nie praw­no-admi­ni­stra­cyj­ne za publicz­ne ujaw­nie­nie intym­nych spraw mał­żeń­skich.

Wincenty Ochędożony

Permalink do tego artykułu: http://kopruch.blazejczak.eu/2011/11/reforma-systemu-malzenskiego/